„Bar Pasztecik” przy al. Wojska Polskiego powstał w 1969 roku. W tym roku obchodzi 40-lecie istnienia. Jest to jeden z symboli Szczecina, który od tamtej pory niezmiennie cieszy się popularnością wśród mieszkańców. Jeśli ktoś raz spróbuje, to zazwyczaj zawsze tam wraca.
Paszteciki robione są tam przez maszynę, która została sprowadzona do Polski z Rosji i miała służyć żołnierzom radzieckim. Jej pierwotnym zadaniem było wytwarzanie pierożków. Później maszyna trafiła do „Społem”, gdzie zajęła się nią pani Bogumiła Polańska, wtedy technolog żywienia. To właśnie ona stworzyła bar i wymyśliła nazwę „pasztecik”. Paszteciki od razu zyskały sympatię klientów. W barze cały czas był ruch. Kiedy brakowało już farszu mięsnego, robiło się nadzienie z innych produktów lub sprzedawało się samo upieczone ciasto.
Mimo stopniowego pojawiania się konkurencji w postaci różnych budek z zapiekankami, kebabami, czy frytkami, pasztecik nie miał problemu z utrzymaniem się na rynku. Zawsze, kiedy prowadzi się interes pojawiają się trudności, lecz pani Bogumiła świetnie sobie z nimi radzi. To również ona urozmaiciła menu w „Paszteciku” wprowadzając paszteciki z serem i pieczarkami, jajkiem, kapustą i grzybami, czy parówką.
Teraz w barze nie ma już tylu klientów, co kiedyś. Wojska Polskiego nie jest już ulicą tętniącą życiem. W ciągu dnia zdarza się, że lokal jest pełen ludzi, po czym przez jakiś czas do baru nie zagląda nikt. Produkty też nie są już takie jak kiedyś, jednak pani Bogumiła zawsze sięga po te z najwyższej półki. I muszą być one świeże. Dlatego klienci odwiedzający „Pasztecika” wiedzą, że zawsze będzie miał ten sam, najlepszy smak.
Obecnie ludzie mają o wiele więcej wyboru jeżeli chodzi o punkty gastronomiczne. W Szczecinie „Pasztecik” jednak nadal prosperuje. Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo smaczny i zdrowszy niż kebaby, hamburgery i innego rodzaju fast foody. Jest również tańszy od takich produktów. Jeden pasztecik kosztuje 2,50 zł. Popity czerwonym barszczykiem (1,80 zł) smakuje naprawdę wyśmienicie. W menu znajduje się także barszcz z uszkami (5,5 zł) oraz zimne napoje (różne ceny).
Należy pamiętać także, poza Szczecinem nie kupi się pasztecika. Jest to unikalny symbol stworzony przez panią Bogumiłę, także próżno szukać go w innych miastach Polski.
Dlatego warto odwiedzać „Pasztecika”. Kiedy jesteśmy w centrum i nie mamy możliwości zjedzenia normalnego obiadu, to na pewno lepiej zjeść dwa paszteciki z ciepłym barszczykiem niż zapychać się niezdrowym jedzeniem z budek, które nie grzeszą higieną i dbaniem o świeżość swoich wytworów. Więc kiedy tylko nabierzesz ochoty na coś pysznego biegnij po pasztecika.
Wiola Borzym



czerwiec 21st, 2010 at 11:09
Urodziłem się w Szczecinie. Od 1969 mieszkam na południu kraju.
Od 1970 - 76 r. odwiedzałem Szczecin średnio 4-5 razy w miesiącu.
To prawda. Zostawiałem bagaże w przechowalni PKP i zasuwałem na paszteki
a dopiero do brata. Do Kosmosu braliśmy całą torbę jeszcze gorących i i tam na seansie pałaszowaliśmy. Na prawdę frajda i nie zapomniane wspomnienia. A Pionierek - kino jeszcze istnieje ?
Pozdrawiam
czerwiec 21st, 2010 at 11:41
Istnieje i ma się naprawdę dobrze. Opisane w innym artykule :).